Gremlin - kaptur XV wieczny

Obiecałam na Grunwaldzie takiego posta i realizuję obietnicę (dopiero teraz ;P). Niedawno znalazłam czas i zaczęłam wszywać, kupioną na kramach grunwaldzkich, wełenkę na podszewkę. Efekt po wszyciu widać poniżej:


Ale od początku.
Kapturek uszyłam już ze trzy sezony temu, z resztek (jakżeby inaczej) po płaszczu - czyli z tych "różków", które zostały z prostokąta. Od lat szukałam wełny grubej i ciasno tkanej na bardzo ciepły płaszcz, znalazłam idealną, niestety czarną (kram grunwaldzki-nie znam nazwiska sprzedawcy). Wełna 100% jest gruba i zbita niczym 4 mm filc, a jednak jej struktura jest ciekawa, gdyż materiał jest utkamy jakby z dwóch warstw - co miałam okazję dostrzec dopiero, kiedy jakaś iskra próbowała go przepalić i przeszła tylko przez pierwszą warstwę. Splot jest ukośny, widoczny, włókna widać dopiero kiedy się mocno wpatrujemy. Tak więc kapturek był sztywny ciepły i świetnie sobie radził bez podszewki, ale niestety widać było zagięcia materiału - oczywiście w najbardziej widocznym miejscu, wokół twarzy. Polowałam więc na cienki flausz choćby, ale takiego nie znalazłam przez rok. Skusiłam się w końcu na ciemną jodełkę od Łobosa, trochę grubą :) Może kiedyś ją wymienię, dzisiaj mam jednak najbardziej pancerny kaptur jaki mogłam sobie wymarzyć na deszcz i chłód :)

fot. Anna Krajewska
Gremlinek lniany, dużo starszy niż ten powyżej, ma nieco inny krój i był szyty maszynowo, szwy schowane. Lnu nie trzeba nikomu przedstawiać, tutaj mamy czarny (zszarzały i sprany) len na wierzchu i niebieską, stonowaną podszewkę lnianą. Od wełnianego różni się krojem, bardziej odsłania dekolt, przeznaczony na ciepłe, słoneczne dni. Gdyby ktoś miał ochotę odkupić go ode mnie chętnie odsprzedam, gdyż prawie go już nie noszę :) zamiast niego wolę chustę.

fot.: Anna Krajewska
A teraz to co tak na prawdę obiecałam, czyli kroje i wymiary. To są kroje dla wyżej pokazanych kapturków, jednak jak każdy krój, dobrze by było dostosować je do własnych wymiarów. Krój wełnianego kaptur, sprawdza się na zimnie, jednak, kiedy będę szyła kolejny zmienię go, gdyż kształt tego opisanego był wymuszony przez wielkość resztki :)


A dla tych, którzy nie chcą się bawić we własne eksperymenty z rozmiarami, podrzucam pliki, które wystarczy ściągnąć w rozmiarze oryginalnym, wydrukować w drukarni lub ksero, bez pomniejszania i wykrój gotowy. (Nie zapomnijcie dodać po 1,5 cm - 1 cm na zagięcia i szwy i o wykrojeniu ogona :)



P.S. Źródłologia :)

Les Très Riches Heures du duc de Berry

Worek na strzały

Worek na strzały, temat w zasadzie został wyczerpany w tym artykule, z którego także korzystałam szyjąc go pierwszy raz.



Worek to zszyty rulon grubego lnu, ściągnięty z dwóch końców sznurkiem, można poszerzyć go u wylotu klinem.

Rozmiar zależy od długości strzał, jedni mają strzały długie na 80cm, ale są też promienie długości 90 cm, grot typu bodkin też dodaje kilka cm. Obwód tego rulonu - zależy od sita, czy raczej separatora, którym dysponujemy.

Materiał - len naturalny, gruby, kupiony na Grunwaldzie. Bela materiału była chyba tkana pod bieżniki/obrusy/ścierki bo miała tylko 80 cm szerokości i ma ozdobnie wetkane czerwone włókna na krawędziach.

I tak w moim przypadku, strzały mają mniej niż 90 cm, więc odznaczyłam tylko 90 cm długości (zagięcia na sznurek pochłonęły jakieś 3,5 cm materiału z każdej strony.

Sito (spacer) otrzymałam w prezencie od Damiana, przekątna około 12 cm, grubość około 4 mm, hartowany woskiem. Wosk ciężko było przebić jakimkolwiek wybijakiem, trzeba było wiercić, średnica otworu ponad 1 cm. Zmieściło się 16 otworów.
Krótko mówiąc nie polecam aż tak "pancernego" sita, niby wzmacnia, ale o wiele wygodniejsze było dla mnie to we wcześniejszym moim worku, które miało 2 mm i było giętkie. Po pierwsze dziury można było wyciąć w nim nawet nożyczkami i nie trzeba było męczyć się z wiertłem, po drugie jest ono tak grube, że wyciągając strzały muszę pilnować by robić to równolegle do ścianek otworów, bo pod kątem nie chcą wyjść czepiając się grubych, nawoskowanych ścianek otworów, mimo 2-3 mm luzu.


Obwód sitka zmierzyłam sznurkiem, dodałam po 2 cm na każdą stronę otrzymując drugi wymiar prostokąta.

Dla wygody postanowiłam wszyć po dwa kliny u wylotu, (h = 25 cm, podstawa 15cm) mogły by być szersze, ale kupiłam mały kuponik lnu (początkowo na torbę). Ostateczny wymiar trójkątów, wraz z materiałem na zaszycie to odpowiednio 29,5 cm i 18 cm.


Sznurek udało się kupić w Czechach u Magdaleny, lniany, naturalny, ręcznie skręcany.


Szycie: 
Szyjąc maszynowo najlepiej zszyć najpierw tubę wzdłuż i wszyć kliny, później zagiąć tunele na sznurek. Ja szyjąc ręcznie najpierw wszyłam kliny, później zrobiłam tunele na sznurek po obu stronach poszerzonego prostokąta materiału - najlepiej zaszywać już ze sznurkiem, by uniknąć przewlekania. Zszyłam całość wzdłuż, wpasowałam sito w okolicy zwężenia/czubka wszytych trójkątnych klinów. W czterech punktach przyszyłam sito dratwą. I w zasadzie można już takiego worka używać, odpowiednio długi sznurek użyty do ściągania, może służyć do przewieszenia worka przez plecy.

Ja oczywiście bawiłam się jeszcze z zamaskowaniem wszytego sita pasem materiału, zaszyciem kawałka lnu na pas do noszenia na plecach i ze zrobieniem szlufki do regulacji długości tego pasa.


I jeszcze rysunek dla zobrazowania :)

źródło: http://www.gutenberg.org/files/37574/37574-h/37574-h.htm



Żródło: https://www.primitivearcher.com/smf/index.php/topic,12075.0.html