Cedynia 2014



A właściwie Cedyńskie Spotkania z Historią, odbyły się już jakiś czas temu, niestety dopiero znajduję czas by opisać wrażenia :)

Na początek, przepraszam ponownie za jakość zdjęć, jeszcze nie kupiłam nowego aparatu. Moja stara lustrzanka, ostatnio specjalizuje się w opóźnianiu migawki o jakieś 3 sekundy, poza standardowym zawieszaniem się i nie działającym autofocusem :).

Na Cedynię wybraliśmy się autobusem, bo to kawał drogi ze Skoczowa, trzeba przyznać, że panowie kierowcy bardzo dzielnie znosili wszystkie pożegnania i powitania, trwające w nieskończoność, wszystkie zagubione bagaże, zakupy na każdej stacji i tym podobne :)




Obóz historyczny, do którego dotarliśmy był usytuowany w jarze pomiędzy pagórkami, więc dosyć kameralnie, pomimo pobliskiej drogi. Ponieważ ja uwielbiam wodę +5 punktów dla imprezy za to, że jest blisko do rzeki :P Choć odległość do sklepu w pobliskiej Osinie była taka sama jak do rzeki, to spacer dłużył się niemiłosiernie. Stąd wniosek na przyszłość, że trzeba za jednym spacerem zrobić zakupy na cały pobyt. 

Impreza bardzo fajnie zorganizowana, o czym świadczy duża frekwencja, która z kolei odbiła się nieco na wielkości racji żywieniowych, ale raczej nikt głodny nie chodził, a jedzonko było smaczne :)

Organizatorzy zapewnili wiele atrakcji. Można było min. przyłączyć się do obrzędów nocy kupalnej, posłuchać prelekcji i wziąć udział w warsztatach, pokazach i zawodach.

Mnie udało się zaliczyć małe warsztaty z filcowania. Dzięki pomocy i wskazówkom Katli z Białogrodu wyfilcowałam sobie moją pierwszą czapeczkę. Słowem kolejny skill do kolekcji, a jak wiadomo w odtwórstwie najlepsze jest to, że możesz cały swój ekwipunek zrobić samodzielnie :) 
Oto efekty:



Jak widać mistrzem jeszcze nie jestem, ale satysfakcja ogromna :P

Na mały warsztat udało się także namówić Żywię, choć nie moja to zasługa, też się podłączyłam i poobserwowałam jak się robi skarpety naalbindingowe. Niestety nie miałam ze sobą igły, ani grubej wełny, więc żaden konkretny twór nie powstał, za to w domu przećwiczyłam to co zobaczyłam, przy okazji sprawdzając co by było gdybym złamała kilka reguł ściegu podstawowego i tak powstał pierwszy eksperyment :P



Ponadto działo się standardowe życie obozowe, rozbiły się liczne kramy i przyjechało wiele ekip z róznych części Polski :)





Organizator dużo biegał...



Piliśmy dużo koziego mleka i zbieraliśmy ziółka...



Odbyły się turnieje...



Skromne wpadki/wypadki :)


Można było zobaczyć pokaz sokolnika i zrobić sobie zdjęcia z jego podopiecznymi...








fot. by Alicja Michałek
 



-nie oddam!!-
Noc kupalna odbyła się w ładnej oprawie, która wymagała trochę pracy...


No i to co najważniejsze na takich imprezach... można było spotkać znajomych z drugiego końca Polski :) :P




To tyle, chętnie przybędę w przyszłym roku :)



P.S. Edit. Był też konkurs bardów, nie mam pojęcia kto wygrał...ale myślę, że Dziadu był na dobrej drodze, gdyby go tylko siłą nie ściągneli...