Obozówka... Łobozówka z resztek szyta ręcznie




Dzisiaj nadszedł dzień powrotu do tematu mojej sukni obozowej :)

Sukienkę zaczęłam szyć co prawda w zeszłym roku, ale jakoś nie miałam czasu poza Grunwaldem nad nią pracować, więc ostatecznie skończyłam w tym sezonie.


Len od Łobosa, jak to Żywia określiła w kolorze pochmurnego nieba. Kupon pierwotnie miał 3 m, z niego powstała jedna sukienka obozowa, z której bardzo szybko wyrosłam, a z resztek uszyłam tą, która zamierzam zaprezentować.

A więc cotte simple.



Kawałek materiału z którego kroiłam wyglądał następująco... oczywiście kilka przymiarek wykroju musiało być.




Sukienka okazała się być swego rodzaju eksperymentem na szwach... 


Po skrojeniu, postanowiłam szyć łańcuszkiem, żeby szew był mocny. Najpierw zszywałam kawałki tkaniny tym haftem, około 5-7 mm od brzegu, później rozpłaszczałam szew. rozpłaszczone krawędzie zawijałam w miarę możliwości, aby się nie strzępiły i zaszywałam na okrętkę. Łańcuszek jest bardzo mocnym szwem, chyba najbardziej przypomina maszynowy, dobrze i równomiernie pracuje - nie ściąga. Szybko jednak stwierdziłam, że nie mam aż tyle czasu, ani aż tyle nici (na łańcuszek schodzi go 2 razy więcej niż przy ściegu na okrętkę).


Przeszłam więc do szycia na okrętkę. Tutaj kolejność jest była następująca, najpierw zaszycie-wykończenie brzegów, następnie złożenie ich symetrycznie do siebie i zszycie razem na okrętkę. Jeśli szyje się od wewnątrz - na "lewej" stronie, ścieg na wierzchu jest mało widoczny, ale jednak bardziej niż łańcuszek. Szycie trwa najkrócej i zużywa się dużo mniej nici.



W międzyczasie nadszedł Grunwald i okazało się, że sukienkę trzeba dokańczać w warunkach obozowych :) więc zdarzyły się wpadki typu dwa prawe rękawy i takie tam. 

Na Grunwaldzie zszywałam ostatnie kliny i dwa z nich musiały być łączone z trójkątów prostokątnych. Wiewiór zaproponował, żebym szyła sobie na zakładkę... tylko to zostało, więc przystąpiłam do wypróbowania też takiego szwu. Jest on mocny - podobne szwy stosuje się w jeansach, żaglach itp.... oczywiście nie szyte na okrętkę. Na pewno oszczędny - bo wychodzą po dwa ściegi na każdą długość, a materiał jest wykończony (przy pozostałych opisanych są to 3 ściegi). Jednak wykonywałam go najdłużej ze wszystkich, może to kwestia wprawy, ale zagięcie równo lnu (tak na prawdę nie widząc czy jest równo, bo krawędź jest nie widoczna) i zawinięcie żeby się nie nie rozjeżdżał, wymaga gimnastyki i szpilkowania :) Także tego rodzaju szwu pewnie będę unikać.


(Uzupełnienie-korekta: w pośpiechu chciałam załatwić sprawę dwoma szwami, jednak szew na zakładkę lepiej wychodzi kiedy najpierw sfastrygujemy dwie krawędzie, nie równo z sobą, nie trzeba wtedy szpilek. Następnie zagniemy i krawędź wystającą zawiniemy do środka, dalej szyjąc na okrętkę. Łączenie takie można spłaszczyć - wtedy już mamy 3 szwy w jednym. Oczywiście w tym momencie materiał nie rozjeżdża się jak opisałam. Ponieważ wcześniej nie stosowałam tego, a szyjąc gdzieś tam w terenie, nie sprawdziłam  źródeł, popełniłam ten błąd. Jednak jest to szew, którego nie lubię bo jest sztywny (jak w jeansach, mocny ale sztywny :)
Na koniec pozostały dziurki. Dziurki nie są wycinane, a za radą Wiewióra przetykane - co oznacza po prostu przebicie płótna ostrym narzędziem, a następnie przetknięcie grubszej jego części, żeby poszerzyć otwór i rozsuwając włókna. Wykończenie nicią lnianą na okrętkę (bez "węzełka" na krawędzi, bo takowy niestety zwęża otwór :)



No i myślałam, że to będzie koniec, niestety len chyba kurczył się systematycznie, bo z każdym praniem trochę sukienka się robiła krótsza, aż przyszedł czas doszycia jej rantu na dole :) na szczęście z resztki została resztka :P





Trzeba przyznać, że skracanie się kiecki też w dużym stopniu nastąpiło z powodu lekkiego skurczenia się lnianych nici w praniu. Pozostaje więc pytanie, czy lepiej użyć bawełnianych, czy może kupione szpulki zamoczyć w ciepłej wodzie? W następnym eksperymencie pt. suknia obozowa wypróbuję tą drugą opcję :) ściągnięcie szwu widać na rękawach zwłaszcza.


Na koniec został sznureczek, zrobiony z szarego wełnianego sznurka o delikatnym splocie, często się rwał na lucetce, ale przynajmniej jest cienki mimo, że 100% wełniany. Sznurek został wyprany, przez co się skurczył i jest mocno rozciągliwy obecnie, a następnie urwał w połowie :) Ma teraz 120 cm i rozciąga się do 150 cm, trzeba go wyplatać z części sukni przy zdejmowaniu, jednak wystarcza na 18 par dziurek, przy odstępach co 2,5 cm. Wcześniej (przed rozerwaniem) był około dwa razy dłuższy, czyli miał 2,5 m i to wystarczało na poluzowanie do zdejmowania kiecki :)



Modrá Veligrad 2012 cz.1




Wspomnienie zeszłorocznej podróży do Czech do archeoskansenu w Modrej. 

W tym roku termin festiwalu organizowanego przez Białogród w Brennej pokrywał się z festiwalem w Modrej, więc nie udało się odwiedzić obu... może uda się w przyszłym roku :)

W skansenie znajduje się wiele chat do, których wykonania zastosowano tradycyjne materiały i metody budowy. W niektórych chatach można było w czasie festiwalu zobaczyć zwierzęta, inne stanowiły nocleg dla uczestników.



W skansenie znajduje sie też pałac - duża, murowana budowla w centrum oraz wieża. Jednak pałac w Czechach to nie to samo co w Polsce :) Jeśli dobrze zrozumiałam, pałac to coś w rodzaju "chaty wodza" zarządcy, zamek to tyle co u nas pałac, np. renesansowy, a dopiero hrad znaczy zamek :)






Cały kompleks mieści się na wzniesieniu nad jeziorem. Powyżej na tym samym wzniesieniu można zobaczyć miejsce gdzie stał kościół odznaczone w nawierzchni oraz rekonstrukcję kościoła. Według internetowych źródeł był to najstarszy wielkomorawski kościół, wybudowany w latach 830 - 840.



W czasie trwania festiwalu, można było zobaczyć zwierzątka hodowlane ;] niektóre niezwykle charakterystyczne ;] oraz uczestników zajmujących się odtwórstwem i prezentacją dawnych rzemiosł oraz życiem obozowym :)








Zaprezentowano także przedstawienie dotyczące chrystianizacji Moraw przez Cyryla i Metodego. Grupę odtwórców prezentującą tą scenkę można oglądać w czasie pokazów organizowanych przez Archeopark Chotěbuz.












To nie koniec fotografii z Modrej jeszcze bitwa :) ale to jutro :)