Suknia ze skosów


Wełenkę udało się znaleźć w sklepie w Skoczowie. Tkana z nici w kolorze ciemnobrązowym/szarym i czerwonym, układający się w pasy. Przeszła pomyślnie próbę ognia :) i czekała rok na swoje wielkie 2 tygodnie.



Początkowo miała być to mała suknia, kupiłam tylko 2,5 m materiału, ale po przemyśleniu, dokupiłam jeszcze 2 metry. Wtedy pojawił się pomysł aby szyć ze skosu i nie wprowadzać żadnych zapięć ani sznurowań. Po przymierzeniu wykrojów okazało się, że projekt powinien się zmieścić.




Pierwszy problem jaki napotkałam.
Po wycięciu z papieru pakowego poszczególnych fragmentów kroju przystąpiłam do przypinania. Sprężystość materiału sprawiała trudności przy przypinaniu, trzeba było pilnować by materiał nie rozciągnął się, a krój nie zniekształcił. Jakoś się udało.



Problem drugi.
Po wycięciu i sfastrygowaniu korpusu, okazało się, że mam na prawdę dużo luzu. Sukienka ładnie się układała, spływała wręcz. Jednak krój z którego skorzystałam był przeznaczony do sukni szytej wzdłuż włókien, gdzie wydawał się bardzo obcisły, tutaj wszystko okazało się być luźne. Przez co sukienkę przymierzałam i korygowałam wiele razy.



Problem trzeci.
Udało się w końcu dopracować wykrój, i zszyć go. Początkowo chciałam zostawić krawędzie materiału wielkości około 2 cm (bo pewnie przytyję :)) i zawinąć je w ramach wykończenia. Jednak wełna była tak gruba że powstały rulony, które, mimo równego szycia i mocnego rozciągnięcia materiału, nie wyglądały dobrze na "prawej stronie". Pozostało je rozpruć i przyfastrygować tylko prostym ściegiem, w pobliżu szwu, rozpłaszczając, a krawędzie wykończyć osobno.

Problem czwarty.
O ile fragmenty materiału wycięte wzdłuż przędzy nie rozciągają się mocno i dobrze skrojone działają jak gorset, o tyle skosy, zachowują się jak stretch, przez co prosty szew na brzuchu w czasie przymiarki niezbyt trzymał fason (i brzuch ;]). W związku z czym koniecznym okazało się dorobienie czwartego klina z przodu.

Problem piąty -rękawy.
Głowna część sukni - korpus - rozciąga się wszerz, a sposób wszycia rękawów, przy konsekwentnym trzymaniu się horyzontalnie ułożonego wzoru, powoduje że fragmenty przy główce rękawa nie rozciągają się się. Wynikiem tego jest marszczenie się rękawa z tyłu, za pachą....Tu powinnam była pewnie zastosować mały klin, żeby wyeliminować ten efekt, ale ostatecznie nie zdążyłam i problem został nie rozwiązany.

Problem szósty - dekolt
Zawinięcie materiału w celu obszycia dekoltu, jest o tyle trudne, że krawędź nie zachowuje się jak skoska i nie rozciąga się. Trudno jest rozciągnąć i ukształtować ładnie ten fragment. Ostatecznie po 4 krotnym przeszywaniu i przymierzaniu, muszę jeszcze nieco poprawić ten dekolt.

Problem siódmy :) za mało czasu na podszewkę :) bo Grunwald za pasem. Podszewka też powinna być ze skosu ;P Tak więc podszewka pojawi się w innym wpisie.

Ostatecznie udało się uszyć suknię bez podszewki.

  


Na koniec fotka sukni w stanie "spoczynku". Widać jak suknia rozciąga się wzdłuż pod swoim ciężarem. Kiedy wisi, jest bardzo wąska, po ubraniu dopasowuje się do ciała i rozciąga. Na zdjęciu fragment zwężenia w pasie.


Leśno IX


Leśno jak zwykle mnie nie zawiodło. Impreza była super, zresztą z Niflheim nie da się źle bawić ;]

Mój pierwszy turniej Kuba, w którym wraz z Łukaszem z ODN Inogici dobręliśmy do półfinału jako "B.Awaria", zakończył się 3cim miejscem. Turniej łuczniczy, także udany jak na tak małą ilość treningów. Słyszałam plotkę, że zajęłam 3cie, ale nie udało się potwierdzić.

Trochę zabrakło czasu na oglądanie walk: kręgów i innych konkursów, ale żałowałam trochę mniej, z powodu braku aparatu - bateria padła, (akumulatory Canon mają jedną wadę, trzymają zbyt długo i człowiek zapomina je ładować). Stąd tak mała symboliczna ilość zdjęć na blogu...

Szkoda, że na inscenizacji nie było palisadki, duny i włócznie by się efektowniej zaprezentowały może, może łucznicy też, nawet miałam kila pacyn. Przewinął się nawet pomysł doniesienia tej od tojków, ale ostatecznie nie wypalił, może dlatego, że przesłaniała "zbrodniczy" proceder tojekshake'a. 

Pogoda naprawdę niezła - nie było oberwania chmury i gradobicia. Zabrakło, gwoździa programu - czyli kąpieli w jeziorze, bo jednak za zimno.

Co do pływania drakkarem Pawełka - tradycji stało się zadość dopiero w poniedziałek :) Spacer na kręgi i pochówki, zakończył się na samym starcie, objadaniem borówkami rosnącymi na tychże.

Wyjazd w 100 procentach udany ... nawet udało się wydać całkiem sporo pieniędzy, mimo małej ilości kramów (jak ja to robię? pytam siebie).

Oczywiście pierwsza myśl po powrocie: ja chcę jeszcze raz...
 
drobna zmiana - kucharzenie we własnym zakresie
 



Ladies
Eadek w dobrej formie do kuba ;]